RSS
sobota, 19 grudnia 2015

Co zrobić, żeby poczuć święta?

Ozdobić pierniczki

Umyć okna

Powiesić nowe firanki

Upiec ciastka z cynamonem tak, żeby pachniało w całym domu

Puścić świąteczne piosenki

Zapakować prezenty (przy okazji połowę jednego prezentu potłuc)

Zrobić herbaty z cytryną, miodem i imbirem

I cieszyć się chwilą :)

14:50, fristerinne
Link Komentarze (3) »
niedziela, 29 listopada 2015

Wczorajszy dzień był bardzo intensywny. Podziwiam szczególnie dzieci, które dały radę. I polecam, jeśli ktos będzie miał okazję za rok:

Koncert Dziecięcej Orkiestry Onkologicznej w Teatrze Rozrywki w Chorzowie.

Koncert organizowany przez Fundację "Iskierka". Przeżycie rewelacyjne, szczeólnie jesli przed koncertem spędza się 8h na próbach. Jedyny w takim rodzaju, gdzie dzieci (z opiekunami) ćwiczą jedynie 1-2 dni przed koncertem, a efekt potrafi zaprzeć dech w piersiach. Duży udział ma w tym Piotr Sutt, ktory jest dyrygentem, a za razem dyrektorem artystycnym i pomysłodawcą całej akcji. Ale oczywiście największe show robią dzieciaki, które mimo zmęczenia dają z siebie 200%!

 

Niestety w międzyczasie Mąż przysłał wiadomość, że zmarła jego babcia, która od jakiegoś czasu dość poważnie chorowała...

11:45, fristerinne
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 listopada 2015

Wracam sobie spokojnie z pracy, przejeżdżam przez wieś.

Cisza, spokój. Aż dziwnie.

Tknęło mnie coś przy sklepie który mamy po sąsiedzku, bo jakoś tak ciemno i glucho...

Wchodze do domu... Niespodzianka! Nie ma prądu! 

Jak dobrze, że jestem nałogową maniaczką posiadania świec, świeczek i świeczuszek różnego rodzaju.

Miałam samotny romantyczny obiad. Przy świecach. A co!

 

20151126_162956

17:47, fristerinne
Link Komentarze (6) »
środa, 25 listopada 2015

Wysłałam Męża z domu (znaczy sam się wysłał, ale mniejsza o to), założylam, że nie otwieram pracowego komputera (no, może zajrze tylko do poczty, ale uparcie walczę z pierwszymi odruchami pracoholizmu ;)) i postanowiłam sobie, że dzisiaj popołudnie pełne przyjemności.

Na początek romans z facebookiem. Czasem człowiek musi znaleźć chwilę na nadrobienie zaległości.

A teraz dłuższa chwila tu. 

Wiem, że z moich ostatnich notek niewiele wynikało, ale tyle się działo, że chyba nie umiałam przełożyć tego co w mojej glowie na słowa. Mózg wypluwał same ogólniki i skrótowce.

Aktualnie stan na dzień dzisiejszy jest taki, że mam nową pracę. Całkiem ciekawą, zupełnie inną niż to co do tej pory robiłam (miałam z tym zakresem krótki romans, ale wtedy nie było chemii ;) tym razem jest więcej fajerwerków i w ogóle czuję, że to coś więcej niż krótki romans...). Co prawda zabiera więcej czasu, czasem trzeba posiedzieć dłuzej, mam dalej, wiec dojazd zabiera więcej czasu, ale na koniec czuję, że to lubię!

W związku z tymi dojazdami mam swojego nowego-starego brumka. Nie jest jakiś wypasiony, ale się lubimy i dzielnie pokonuje ze mną te kilkadziesiąt kilometrów. Niestety, jak każde używane auto okazuje się studnią bez dna...

Ostatnią zmianą jest przeprowadzka. Mam teraz na piętrze moich dziadków (ja się cieszę, bo zawsze chciałam w domu mieszkać, oni, że pół domu puste nie stoi i ma kto o dom zadbać). A z okna widok na podwórko - aktualnie w totalnej rozsypce. Będzie co robić na wiosnę. Cieszę się strasznie, już pierwsze cebulki tulipanów i krokusów zostały zakopane. A jeszcze chwila i przy wiacie zawiśnie zrobiony własnoręcznie przeze mnie karmnik.

W domu zostało roboty co nie miara, bo nie chcieliśmy się pchać w koszty więc nie wszystko jest wykończone na tip-top, ale i tak już jest domowo i przytulnie.

 

Jakby mi ktoś na początku sierpnia tego roku dał do przeczytania to co napisałam powyżej i powiedział, że napiszę to "za trzy miesiące" to bym się w głowę popukała. Sama nie wierzę, że decyzję o zmianach podjęłam praktycznie z dnia na dzień.

Dobrze, że Mąż też lubi zmiany.

17:42, fristerinne
Link Komentarze (5) »
wtorek, 24 listopada 2015

Przejrzałam dzisiaj listę blogów do ktorych przez te kilka lat zaglądałam cześciej lub rzadziej. Te zapisane w zakładkach, czy w linkach.

I smutno trochę, że aż tyle z nich z linków trzeba było wyrzucić, bo ktoś skończył pisać.

Z drugiej zaś strony odwiedziałm wiele miejsc do których już dawno nie było mi po drodze i odkryłam je na nowo.

Mam nadzieję, że odkryję jeszcze dużo ciekawych miejsc.

21:11, fristerinne
Link Komentarze (4) »
środa, 14 października 2015

i nie zawaham się jej użyć. Czyli szaleństw domowych ciąg dalszy.

Już się w miarę ogarnęłam*, przyszedł czas na dekorowanie. Tak więc jakieś zasłonki, poszewki na poduszki ozdobne, serwetki... A, że odkryłam u babci całą dużą półkę materiałów wszelakich mających co najmniej tyle lat co ja, to sami wiecie. Jak szaleć to szaleć.

Co się naużerałam z tą maszyną za pierwszym razem to moje, ale już drugi raz poszedł o niebo lepiej.

 

* nie przeciskam się między kartonami, a pod nogami nie walają się pełne różnych różności reklamówki...

19:31, fristerinne
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 05 października 2015

Przeprowadzka już prawie zakończona. Zostały drobiazgi. I pożegnanie. Bo choć wiem że będę tam wracać to już nie będzie to samo... Szkoda że nie da się mieć wszystkiego.

Odcięta od świata jestem trochę bo z Internetu korzystam na telefonie tylko. Nie wiem czy w laptopie uda się reanimacja czy jednak i jego będzie trzeba pożegnać.

Jestem. Bywam i u was ale anonimowo bo z różnych miejsc i wtedy kiedy uda się ukraść chwilkę z dnia.

W listopadzie wszystko mam nadzieję się unormuje i wyjaśni i będę na stałe ☺

A teraz wracam dalej wszystko przestawiać i układać...

20:46, fristerinne
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 września 2015

Już zaczynam czuć, że zbliżam się do końca jakiegoś etapu.

Delikatne nerwy związane ze zmianą, ale takie pozytywne.

Trochę problemów. Trochę nieoczekiwanych wyborów. 

Jest ok i to najważniejsze :)

17:14, fristerinne
Link Komentarze (1) »
czwartek, 10 września 2015

Oficjalnie rozpoczęłam minimum miesięczny (a coś mi się zdaje że dłuższy) okres życia na kartonach. Część najmniej potrzebnych rzeczy właśnie została zapakowana i już niebawem wyjedzie w nowe miejsce żeby tam sobie na nas spokojnie oczekiwać. 

A w mieszkaniu pojawią się kolejne kartony. I kolejne. I jeszcze następne.

Jak tak patrzę na wszystko co nam się przez te 4 lata tu nazbierało to jestem w szoku ile tego jest i, że to się udało tu pomieścić w taki sposób, że nie byliśmy zasypywani stertami "przeróżnych różności".

Największy raj ma kot, który skacze z kartonu na karton i z kartonu do kartonu, gdy tylko zauważy jakieś puste.

Ja chodzę przeglądam półki i ciągle segreguję w myślach rzeczy na te niezbędne, które wyjadą jako ostatnie i na te, bez których do końca miesiąca jakoś sobie poradzimy. Jakoś więcej jest tych "niezbędnych", a założę się, że i tak połowa się nie przyda.

 

I jeszcze znajomi zapowiadają odwiedziny w celu pożegnania się, bądź pożegnania mieszkania, lub też w innych bliżej nieokreślonych celach, ale z uwagą "no bo jeszcze musimy się spotkać zanim się przeprowadzicie!". No tak, bo jednak te 70 czy 80km to całe lata świetlne i już od tego czasu się spotykać nie będziemy... Ale przecież każdy powód do spotkania jest dobry, tak więc będziemy się spotykać regularnie. Ja ze swoimi, On ze swoimi, a później razem ze wspólnymi. Czuję, że mnie ten wrzesień zmęczy, ale będzie to pozytywne zmęczenie.

18:14, fristerinne
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 września 2015

Napisałam ostatnim razem, że wracam, że będę i będę zaglądać. I co? I mój osobisty kilkuletni laptop szlag trafił.

Korzystam gościnnie z komputera Męża (ale szczerze mówiąc pałamy do siebie odwzajemnionym uczuciem niechęci, nie z Mężem, tylko z komputerem - na przykład 10 minut temu kiedy chciałam napisać, że szczerze nie lubię przy nim przesiadywać wziął się dziad i zawiesił tak, że musiałam go uruchomić ponownie). Tak więc gościnne występy ograniczam do minimum.

Za to korzystam z braku pożeracza czasu i nadrabiam książkowe zaległości. Ostatnio odkryłam Katarzynę Bondę i jestem zafascynowana. 

Odkryłam też, że obecność laptopa w domu załamuje czasoprzestrzeń.

Wchodzę do domu po pracy, sprawdzam pocztę, fb i już jest 2 godziny później, jeszcze zerknę na bloga i, o rany! a jeszcze obiad na jutro, jeszcze trzeba by ogarnąć mieszkanie, biedne kwiatki od tygodnia nie widziały konewki - albo dłużej? Ale jeszcze tylko szybka wizyta na ulubionym forum. Co? Już wypadałoby się szykować do snu...

Chyba jednak ta awaria to zrządzenie losu, bo inaczej to nie wiem kiedy ja bym znalazła czas na pakowanie. A właśnie, mam w domu raj dla kota - tor przeszkód z kartonów.

 

19:30, fristerinne
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21